start

Główna / Jasnowidze

Wt, 18 wrz 2018 10:15 | Czytany: 734x | Komentarzy: 0

ŚMIERĆ, ZAŚWIATY I MOJE WIZJE


W tej publikacji postanowiliśmy nawiązać do tematu śmierci i zaświatów zgadzając  się z jego bohaterką, że nie jest łatwo o tym pisać, ani nawet rozmawiać. Ludzie w większości, jak słusznie uważa Pani Katarzyna ,tolerują ową tematykę tylko w amerykańskich filmach grozy:” Nikt nie chce myśleć o własnej śmierci, odsuwa ten temat na daleką przyszłość, bliżej nieokreśloną, a już na pewno nie chce myśleć o tym , co będzie po niej. I w tym tkwi największy problem. Gdyby ludzie tak naprawdę uwierzyli w życie po śmierci, musieliby zrewidować swoje zachowanie tu i teraz - a to bardzo niewygodne. Nieustannie zastanawiam się, jak ludzi do tego przekonać. W ostatnim czasie kontakt z Zaświatami bardzo przybrał na sile. Odzywa się do mnie nie jedna dusza, ale bardzo często kilka na raz. Wytłumaczenie może być różne - albo ja jestem coraz bardziej wrażliwa, albo problem po drugiej stronie narasta...”

 

Pani Katarzyna od 37 lat potrafi przewidzieć i wyczuć ludzką śmierć w tym śmierci zbiorowe w zamachach i katastrofach naturalnych. Posiada również zdolność prekognicji a wizje "przychodzą" do niej w momencie zasypiania :

„… to stan pomiędzy jawą, a snem ( to ten krótki moment, kiedy jestem odprężona, mam oczyszczone myśli, a mój mózg jakby spowalniał. W żadnym wypadku nie jest to sen. Wizje cechuje "kryształowa czystość", wszystko co widzę jest czystsze i bardziej wyraźne niż w rzeczywistości. Jest jeszcze coś - sny się zapomina, czasem od razu, a czasem trochę później. Moich wizji, mimo upływu czasu nie da się zapomnieć  - najdrobniejsze szczegóły są głęboko "wryte " w pamięć. Następna ważna rzecz - mogę w dwojaki sposób uczestniczyć w wizji: "energetycznie" wtedy głównie odbieram emocje, lub "wypożyczam" sobie na czas wizji czyjeś ludzkie ciało - wtedy mogę słyszeć, rozmawiać, dotykać. Nie mam wpływu na wybór, po prostu odbywa się to samoistnie. Jeśli chodzi o sposób pojawiania się wizji, to rozróżniam 2 możliwości: wizje, które wywołuję sama ( te są mniej szczegółowe) oraz wizje, które pojawiają się same ( te są według mnie lepsze - zawierają więcej szczegółów.”

Pierwsza wizja której doświadczyła była dla niej „szokiem”, nigdy wcześniej tego nie doświadczała więc kompletnie tego nie rozumiała:

„To był styczeń 2016 roku. Położyłam się wieczorem, zamknęłam oczy i nagle znalazłam się w miejscu, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Był to budynek położony w bardzo wysokich górach, gdzieś w Ameryce. Obiekt ten był jakby częściowo wkomponowany w skały. Miał specyficzną architekturę. Znalazłam się w sali narad, umiejscowionej wysoko w tym obiekcie. Po mojej lewej stronie znajdowało się wielkie panoramiczne okno. Za nim widziałam na pierwszym planie wierzchołki bardzo wysokich sosen, a za nimi szczyty gór.  Drugie okno było za moimi plecami. Był środek dnia, nie świeciło słońce. Ściany sali wyłożone były jasnym panelami z drzewa. Całą podłogę pokrywała zielona wykładzina. W sali poza owalnym stołem i krzesłami nie było żadnych mebli. Po mojej prawej stronie pod ścianą znajdowały się dwa stojaki z flagami. Jedna z nich to była flaga Stanów Zjednoczonych, druga miała 3  kolory: niebieski , żółty i złoty, niestety, nie wiem co przedstawiała, ponieważ nie była w pełni rozłożona. Na środku sali stał duży, owalny, z lakierowanego drewna stół. Na stole leżały teczki ( 10 sztuk), każda zamknięta w kolorze kartonu z pieczątką - nie było na nich żadnych innych napisów. Przy stole stało 10 krzeseł, z czego na 5 siedzieli mężczyźni w galowych mundurach, chyba z najwyższymi stopniami. Istotny jest fakt, że mundury różniły się kolorami ( proszę wybaczyć, ale nie znam się na tym kompletnie) jakby z różnych rodzajów wojsk. Milczeli, pozornie wyglądali na spokojnych. Wyczułam jednak niepokój, ciekawość i zniecierpliwienie. Naprzeciw mnie znajdowało się oszklone pomieszczenie z komputerami i trojgiem osób w mundurach: dwoje (kobieta i mężczyzna) w kolorze khaki i jeden w kolorze niebiesko- granatowym. Oni byli zdenerwowani, nachylali się nad jednym z monitorów i nerwowo rozmawiali między sobą. Najważniejsze osoby znajdowały się po mojej lewej stronie. Stali pod ścianą i kłócili się, chociaż ściszyli głos prawie do szeptu. Mężczyzna nr 1 był w mundurze, a nr 2 w garniturze. Ten w garniturze wywierał presje na tego w mundurze, aż w końcu czymś mu zagroził.  W sali brakowało 3 osób. Narada czy spotkanie miało dopiero nastąpić. Niestety, nie wiem co było później - wizja się skończyła.

Do dnia dzisiejszego nie mam pojęcia dlaczego i po co to zobaczyłam. Zupełnie nie interesują mnie ani filmy, ani tym bardziej rzeczywistość związana z jakimkolwiek wojskiem. Jest to mocno poza moim kręgiem zainteresowań, ani w żaden sposób nie jestem w stanie tej wizji zweryfikować. Kolejne  były równie dziwne jak powyższa.

Tak jak  zwykle  zamknęłam oczy i zobaczyłam, że znajduję się w małym, ciemnym pokoju, bez okien i z jedną parą drzwi. W tej wizji też uczestniczyłam "energetycznie", z małą różnicą, "patrzyłam" na ten pokój prawie spod sufitu. W tym pomieszczeniu znajdowała się tylko jedna prosta metalowa szafa, mały, kwadratowy, drewniany stół i tylko jedno zniszczone używaniem krzesło. Jedynym źródłem światła była lampka biurkowa ustawiona na tym stole. Cały stół był zasłany papierami,: teczkami podobnymi do tych z poprzedniej wizji z podobną pieczątką, gazetami, wycinkami z gazet. Wszystko było w nieładzie. Jedną z gazet na pewno było "Washington Post", na którego stronie widniało czarno-białe zdjęcie UFO. Nie zdążyłam się wszystkiemu przyjrzeć, bo nagle otworzyły się drzwi i weszło do pokoju 2 mężczyzn. Obaj byli ubrani na czarno poza białymi koszulami (mieli garnitury i płaszcze). Jeden był kompletnie łysy (wyglądał jak oprych) drugi miał czarne, lekko falowane włosy i siwiejące skronie. Obaj podeszli do stolika i nerwowo przerzucali dokumenty. W pewnym momencie podnieśli jedną z teczek oraz pojedynczą kartkę z czarno-białym zdjęciem przedstawiającym kobietę. Kobieta ta mogła mieć około 25-30 lat, blondynka o długich starannie ułożonych w duże fale włosach. Pod zdjęciem widniał napis TAYLOR. Nie wiem, czy to było imię, czy nazwisko. Włożyli to zdjęcie do zabranej teczki i szybko opuścili pokój. Przez cały czas praktycznie nie odezwali się do siebie ani słowem. UFO nie leży w kręgu moich zainteresowań, więc powstaje pytanie skąd wizja o takiej tematyce ?

Trzecia wizja - lipiec 2016 roku. Pustynia okropny upał, powietrze faluje od gorąca. Na drugim planie namiot , okrągły w kolorze piasku, bez żadnego motywu plam. Tym razem "wypożyczyłam" sobie ciało kobiety. Stoję razem z czterema innymi młodymi kobietami w kręgu. Wszystkie są pochodzenia arabskiego, mają długie rozpuszczone włosy i suknie w kolorze pustyni. Co istotne, sukienki sięgają im do kolan i mają krótkie rękawy. Nie mają nakryć głowy, włosy swobodnie falują na wietrze. Wszystkie cieszą się i śmieją. Na zewnątrz kręgu, który tworzą, leży mnóstwo skrzyń z różnego rodzaju nową bronią ( pociski, karabiny, granaty). Część skrzyń jest pootwierana, a karabiny leżą na nich w nieładzie. Rozglądam się, bo nie rozumiem powodu ich euforii. Odwracam głowę w lewą stronę i widzę amerykańskie wozy bojowe w barwach maskujących pustyni z siedzącymi na nich żołnierzami, którzy też się uśmiechają. Tych wozów jest co najmniej 6. Kiedy pierwszy pojazd się zatrzymuje, jedna z kobiet ręką wskazuje namiot. Trzech żołnierzy podąża za nią. Będą rozmawiać, ale ja nie wiem o czym. Wizja się kończy i jak poprzednio, nie rozumiem po co to zobaczyłam. Znowu brak możliwości weryfikacji. Wszystkie 3 wizje łączy chyba tyko Ameryka, nie wiem dlaczego np. nie Rosja, Francja czy Wielka Brytania.

(W kwestii "wypożyczania czyjegoś ciała" - - ja je przez czas wizji "WSPÓŁDZIELĘ"  z jego właścicielem. Nikogo nie "usuwam" i w moim odczuciu nie krzywdzę. Korzystam z jego fizycznych zmysłów i świetnie odczytuję jego emocje. Potrafię rozróżnić, czy jestem w ciele kobiety, czy mężczyzny i co najważniejsze nie wiem jak ta osoba wygląda z zewnątrz – nic nie wiem, poza płcią- czy jest chuda, czy gruba, wysoka czy niska, jaki ma kolor skóry, włosów, kolor oczu. Z wyglądu zewnętrznego nie wiem nic. Za to bodźce dostarczane przez jej zmysły i uczucia są dla mnie jak otwarta księga. Mało tego , będąc w jej ciele, wiem , że otaczający ją ludzie widzą ją, z nią rozmawiają, i wtedy dzielę z nią każde doznanie. Przy wizjach, które na własne potrzeby nazwałam "energetycznymi", dla otoczenia jestem dosłownie niewidzialna. Wtedy nikt w ogóle nie wie, że tam jestem. Skąd to wiem ? Mogę przemieszczać się po pomieszczeniu i nikt na mnie nie patrzy, nie zwraca uwagi, nie ma świadomości, że tam jestem. Wtedy też nie wchodzę w żadne reakcje z otoczeniem. Nikt nie patrzy mi w oczy, nie dotyka, po prostu mnie nie widzą. Jak tą zdolność nazwać - nie wiem. Nigdy nie próbowałam  podróżować astralnie, a już w ogóle OBE. Zupełnie wykluczam bilokacje.)

 

Teraz wrócę do wizji dotyczącej "wody i wielkiej fali" o co wcześniej zostałam przez FN zapytana. Opiszę krótko wizję. W moim mieście jest taras widokowy na Wisłę. W tej wizji stałam na  nim patrząc w kierunku zachodnim. Było upalne, najprawdopodobniej lipcowe południe. Wokół spacerowali przechodnie - kobiety z dziećmi w wózkach, mężczyźni, młodzież. Wszyscy zrelaksowani, uśmiechnięci, pochłonięci rozmowami. Przede mną  wznosiła się fala, mogła mieć około 80 metrów wysokości. Ona jakby zamarła na tej wysokości, chociaż z drugiej strony widziałam, jak wciąż przelewa się w niej woda. Teraz najistotniejsze - ta fala skierowana była w kierunku zachodnim, ja patrzyłam na tył tej fali. Ludzie przechodzący obok mnie widzieli ją, ale wcale się nią nie przejmowali. Uważam, że ta woda Polsce nie zagraża, za to jest zagrożeniem dla krajów zachodnich. Jeśli nas dotknie to w naprawdę znikomym stopniu, w rejonach nadbałtyckich. Jej wysokość też nie poraża.”

 

Wizja dotycząca UFO:

Jest noc. Niebo jest czyste, usłane gwiazdami. Idę w grupie ludzi, nie dużej, może 5, 6 osób. Idziemy w górę górskiego szlaku. Po obu stronach drogi otacza nas las mieszany - iglasto- liściasty. Zbliża się jesień - liście na drzewach powoli zaczynają zmieniać barwę. Wszyscy są zmęczeni. U podnóża góry znajduje się osada, wieś bardzo mała, z kilkoma zaledwie domami. To stamtąd wyruszyliśmy. Nagle spośród drzew, znajdujących się po prawej stronie szlaku, wychodzi kobieta.  Patrzy mężczyźnie, którego ciało wypożyczam prosto w oczy. Delikatnie się uśmiecha. Jest piękna. Ma około 180 cm wzrostu, smukła. Ma bardzo gęste, kasztanowe, pofalowane delikatnie włosy. Na jej prawym ramieniu widać zapleciony misternie jakby warkocz. Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Kobita ta ubrana jest w sweter w kolorze, ni to ciemnego bordo, ni to brunatnym. Rękawy są w jednolitym kolorze, za to reszta swetra podzielona jest poziomymi, cienkim pasami na cztery części. Trzy  z tych części usiane są dziwnymi symbolami - jakby kropek połączonych liniami pozakrzywianymi pod różnym kątem. Najistotniejszy jednak jest drugi rząd od góry swetra. Znajdują się na nim wizerunki różnych planet. Zapamiętuję tylko jedną -to Saturn lub inna planeta o podobnym wyglądzie. Teraz drobne wyjaśnienie- ten sweter to według mnie symbol, a to, że zapamiętałam tyko Saturna oznacza, że tylko ta informacja jest naprawdę istotna. Uwagę mężczyzny przykuwają jej smukłe, nienaturalnie długie palce dłoni i oczy, a raczej tęczówki oczu. Mają niesamowitą zdolność, płynnie zmieniają kolor z niebieskiego na brązowy, żółty , zielony, czerwony i wszystkie inne,.. Kobieta wciąż się uśmiecha i mówi, lub wysyła przekaz telepatyczny, nie jestem pewna - "Nie bójcie się. Nic złego wam się nie stanie". W tym momencie czuję jak mężczyznę zalewa paraliżujący strach, jest przerażony i rzuca się do ucieczki w dół zbocza. Reszta podąża za nim. Biegnąc w dół potykają się, jeden upada. Nikt mu nie pomaga. W końcu dobiegają do chat z których wyruszyli. Ze strachu i braku tchu przez chwilę nie są w stanie mówić. Patrzą tylko na siebie próbując zrozumieć czego doświadczyli. Po dłuższej rozmowie postanawiają jednak wrócić w to miejsce. Niestety, kobiety już tam nie ma. Według mnie najważniejsze przesłanie tej wizji, to opanować ten strach. Ja nie wyczułam w niej złych intencji, czy zamiarów. Mówiła prawdę. Widok jej ciągle zmieniających się tęczówek, nie był przerażający, raczej niesamowity i na swój sposób piękny. Na tym wizja się skończyła.

Najnowsze wizje Pani Katarzyny (z lipca br) to niepokój związany z przywódcą Korei Północnej („KŁAMIE, BO POTRZEBUJE CZASU”) oraz z przyszłością przywódcy jednej z wiodących partii politycznych w Polsce („odejdzie ze sceny politycznej, gdy drzewa stracą liście i gdzieniegdzie będzie leżał śnieg (późna jesień lub koniec zimy - stan jego zdrowia jest dużo gorszy, niż podają media - kolano to niewielki problem wobec pozostałych chorób. Nie umrze, ale stan zdrowia nie pozwoli mu sprawować dotychczasowych funkcji).”

 

 

Czas przedstawić "najmłodszą" zdolność Pani Katarzyny - kontakt z duchami a raczej z duszami. Wspominałem wcześniej  o podstawowej Jej zdolności związanej z odczuwaniem i przewidywaniem śmierci. Przez 35 lat Pani Katarzyna wzniosła w swojej głowie mur, swoistą blokadę - akceptowała śmierć, ale ze wszystkich sił broniła się przed zaświatami i jakąkolwiek wiedzą z tamtej strony. Zawsze powtarzała:” że owszem, ja towarzyszę do śmierci, ale kompletnie  ani kroku dalej. Niech inni się tym zajmują, bo ja kategorycznie, nic nie chcę mieć z tym wspólnego.”

Przez 35 lat się udawało, nikogo nie widziała i nic nie słyszała. Około półtora roku temu zaczęło się bardzo subtelnie. Siedziała w domu przy laptopie i pracowała. W jakimś momencie zrobiła sobie przerwę i nagle poczuła jakby ktoś wsuwał  w jej dłonie , bardzo delikatnie, swoje. Nie mogła uwierzyć w to, co czuła. Ten ktoś trzymał ją tak za ręce z dobre 15 minut. Potem odszedł. Po tym zdarzeniu dotykanie, głaskanie po włosach, po ramieniu stało się bardzo częste. Po namyśle stwierdziła, że skoro taki kontakt nie sprawia jej  problemu ( nikt jej nie szarpie, nie drapie , nie wyrządza  krzywdy) to w sumie jej to nie przeszkadza. Emocjonalnie nie odczuwała żadnej wrogości, wręcz przeciwnie dotyk był raczej kojący, uspokajający i subtelny. Nie mogła tylko rozróżnić, czy to ona pociesza kogoś, czy ten ktoś próbuje pocieszyć ją. Po kilku miesiącach, do dotyku doszedł zapach. Nigdy nie był odstręczający, czy obrzydliwy. Zawsze pachniało mieszanką kwiatów, czasem bardziej lilii, a czasem róż. Niestety, mimo, że pachniało tak intensywnie, że aż ją zatykało, nikt inny z domowników go nie czuł. Do dzisiaj uważa, że nawet najpiękniejsze perfumy świata nie pachną tak pięknie jak tamten zapach.. Obecnie z perspektywy czasu uważa, że "KTOŚ" w ten delikatny sposób przygotowywał ją do kontaktu z zaświatami. W październiku 2017 roku "usłyszała ich" po raz pierwszy:

„Nie będę opisywać każdego kontaktu osobno, ponieważ od tamtej pory było ich bardzo wiele. Opiszę raczej jak to się odbywa i o co w tym chodzi. Dusze odzywają się do mnie wtedy, gdy rozmawiam przez telefon. To trochę tak jakby próbowali wtrącić się w trakcie rozmowy. Ich głosy są czyste, tak jak mówią żyjący ludzie. Zawsze to oni odzywają się pierwsi. Kiedy pytam jak mają na imię, nazwisko… nie ma z tym problemu. Gorzej, jeśli zapytam o to jaki jest teraz rok. Nie wiedzą tego. Każda z nich mówi przeważnie o sytuacji w której zginęła jako człowiek, a mimo to często nie wiedzą, że nie żyją. 90 % z nich umarło w tragicznych okolicznościach, albo zostało zamordowane, albo zginęło w wypadkach. Kiedy pytam, czy mam im pomóc pójść dalej, wiele odpowiada, że tak. Wtedy odmawiam modlitwy i czuję, że odeszli (ponownie do mnie nie wracają po pomoc). Trafiają się też niezdecydowane, ale ja nie naciskam, nie mogę im pomóc, dopóki nie wyrażą na to zgody. Moja rola polega na pomocy zmarłym-ich duszom, a nie na zaspokajaniu egoistycznych pragnień żyjących. Co ważne żadna z dusz osób zmarłych nigdy nie prosiła mnie o kontakt z żyjącymi. Zdarzają się też "donosiciele" informują mnie o różnych rzeczach i znikają, nawet czasem nie zdążę odpowiedzieć, czy dopytać o co chodzi.”

 

Kontynuując powyższy wątek, czas opisać podstawową i najstarszą zdolność Pani Katarzyny - przeczuwanie i współuczestniczenie w śmierci oraz opis wyczuwania śmierci…:

„ Jako dziecko i nastolatka wiedziałam tylko, że umrze ktoś z rodziny lub znajomych - odczucie zawsze było takie samo - jakby ktoś wciąż przeze mnie przechodził od tyłu do przodu przez każdą komórkę mojego ciała - to było niewyobrażalne w ludzkim pojęciu zimno. Zaczynałam to odczuwać do dziesięciu dni przed zgonem. Przez ten czas powtarzało się kilkukrotnie, jednak z chwilą zgonu nadchodził spokój. Przez wiele, wiele lat byłam zła, że nie wiem dokładnie kto bliski akurat umiera. Wydawało mi się, że gdybym wiedziała, mogłabym jakoś pomóc. Uważałam tę zdolność za kompletnie nieprzydatną i niepotrzebną, skoro nie mogę pomóc. Po 30 latach zrozumiałam, że nie mam prawa ingerować w niczyją śmierć.  Kilka lat temu zdolność się rozwinęła i wtedy dopiero sposób odczuwania, zmienił się i poszerzył. Uczucie zimna stało się słabsze, zaczęłam rozróżniać przyczynę zgonu, wiedziałam jaki narząd, czy która część ciała zostały najbardziej uszkodzone i były tym samym przyczyną zgonu. Zaczęłam rozróżniać chorobę od wypadku. Odbieram całe spektrum emocji w chwili umierania - czasem jest to spokój, czasem paniczny strach, lęk - kiedyś nie wiedziałam jak wiele emocji miesza się ze sobą w chwili zgonu. Zrozumiałam jaka jest moja rola w tych zdarzeniach. Dzielę z odchodzącą osobą jej doznania. Okazało się, że to może być pomocne dla żyjących. Moja znajoma bardzo martwiła się śmiercią bliskiej osoby. Tym, że nie zdążyła rano dotrzeć do szpitala, żeby przy niej być. Powiedziałam jej wtedy, że odchodził bardzo spokojnie, praktycznie bez bólu. Uczestniczyłam emocjonalnie w jej odejściu, więc wiedziałam jak było. Nie bardzo mi uwierzyła, dopiero słowa pielęgniarki i pacjentów leżących na sąsiednich łóżkach to potwierdziły, co powiedziałam wcześniej. Tych wszystkich śmierci, nie jestem w stanie zliczyć i nigdy się nie pomyliłam. Kiedy mówię domownikom, że znowu ktoś zbiera się do odejścia, to traktują to jako coś normalnego i pewnego zarazem. Od dawna są świadkami mojej zdolności.  Ta zdolność uświadomiła mi, że zgon i śmierć to nie to samo. Ludzie mówią, że boją się śmierci. To błąd. Śmierć nie boli, boli czasami zgon ciała fizycznego. Ja zaczęłam to rozróżniać. Z doświadczenia wiem, że w  większości przypadków najpierw następuje zgon ciała fizycznego , a dopiero potem śmierć ( tak się dzieje kiedy ludzie umierają ze starości lub w wyniku długotrwałej choroby). Wtedy do śmierci może dojść do 72 godzin od zgonu. Inaczej jest w trakcie nagłych wypadków wszelkiego rodzaju, wtedy śmierć następuje wcześniej niż zgon. Za to tzw. "śmierć kliniczna " nie ma nic wspólnego ze śmiercią. Dzięki tej zdolności potrafiłam również z czasem wyczuwać śmierci masowe, tak jak zamachy terrorystyczne ( zamach w Nicei), czy śmierci do których doszło w wyniku katastrof naturalnych. Czym jest według mnie śmierć - momentem w którym dusza na pewnym etapie swego istnienia opuszcza bezpowrotnie ziemską powłokę czyli ciało fizyczne. Moja rola polega na opanowaniu strachu i paniki osoby odchodzącej i zastąpienie ich energią miłości i dobra.

Dokąd umierający odchodzą i kto po nich wychodzi ? Proszę pamiętać, że wszystko o czym mówię wynika z moich doświadczeń, ale w żadnym wypadku nie podważam opinii i zdania innych ludzi. Szanuję każdego człowieka i jego poglądy, nawet gdy są odmienne od moich. 

DOKĄD ODCHODZĄ?

Na własny użytek nazywam to miejsce ZAŚWIATAMI. Podzielone są one na poziomy energetyczne. Najbliższy nam, to ten w którym się zapętlają, błądzą z różnych powodów. Nie mogą, albo nie chcą odejść wyżej. Z tym bywa różnie. Nie wiem, ile poziomów jest wyżej, aż do Źródła. Ze mną kontaktowali się do tej pory tylko Ci z pierwszego poziomu. Co się wydarzy później - nie wiem.

KTO PO NICH WYCHODZI ?

Najczęściej to dusze osób im bliskich.  Zwracają się do nich po imieniu, bardzo często zdrobniale np. Heniu, Jasieńku. Kiedy czuję, będąc przy odchodzącej osobie, że to już, bardzo delikatnie pytam co widzi, kiedy zamknie oczy (czasem zamykanie oczu nie jest konieczne - patrzy dana osoba w jedno miejsce w pokoju i pyta od kiedy tu jesteś ?; tak dawno Cię nie widziałam itp.) Umierający nigdy nie rozpytuje i nie roztrząsa, że dana osoba umarła, dawno nie żyje czy coś w tym stylu). Praktycznie zawsze się uśmiecha i jest szczęśliwa. Kiedy ja usłyszę tego typu zdanie to proszę, żeby umierający podał rękę duszy, która po niego przyszła. Jak do tej pory zawsze skutkuje. Oczywiście ja cały czas trzymam dłoń umierającego i czekam, aż ten sam ją zabierze. Często się uśmiechają, ale czasem trzeba na czas zareagować nad strachem. Dlatego siedzę, czuwam, jeśli tylko mogę. Jeśli ktoś umiera daleko ode mnie to odbieram emocje i też staram się pomóc w przejściu z poziomu już energetycznego. Bardzo często osoba w trakcie tych 10 dni poprzedzających śmierć, "próbnie" opuszcza ciało i pojawia się u mnie i np. zrzuca mały grill z szafki, tłucze idealnie talerzyk na pół z głośnym hukiem, który leży na dodatek na miękkiej kanapie, otwiera i zamyka drzwi z przeraźliwym piskiem, chociaż w rzeczywistości one wcale nie wydają takich dźwięków, to są takie pojedyncze incydenty i proszę nie mylić tego z nawiedzeniami, demonami i nie wiem czym tam jeszcze. To takie preludium przed definitywnym rozłączeniem z ciałem fizycznym.”

 

Od MIRKA - naszego koordynatora PROJEKTU MESSING

Pani Katarzyna z pokorą stwierdza, że nie jest ideałem, każdego dnia staje do walki ze swoimi słabościami i za wszelką cenę próbuje się nie poddać. Walczy, żeby być dobrym człowiekiem. Na cały świat próbuje patrzeć poprzez pryzmat Miłości. Bycie dobrym człowiekiem jest o wiele trudniejsze niż złym. Źli wg Niej  mają prosto. ..

W ostatnim czasie przychodzą do Pani Katarzyny dusze z wyższego poziomu (nie potrzebują pomocy, mogą się swobodnie i bez ograniczeń przemieszczać, gdzie i kiedy chcą). Nie przedstawiają się, nie prowadzą długich rozmów, są pewni i zdecydowani. Przekazują informacje, używając małej liczby słów. Ich komunikaty są krótkie i rzeczowe np. pyta córkę przez telefon, czy jest już w domu i zanim ona mi odpowie słyszy głos, który oznajmia:  "JEST TU". Pani Katarzyna uważa, że w sumie pomagają.

Przyznaję, że Pani Katarzyna jest wyjątkową osobą i jak się okazuje bardzo potrzebną innym ludziom. Choć wiem, że jest więcej podobnych ludzi –tak, są wśród nas - dziękuje Jej za odwagę opowiedzeniem nam o swoich  możliwościach, którymi służy innym.


Komentarze (0)
Nie ma jeszcze komentarzy do tej treści.
* Informujemy, iż treści zamieszczane w komentarzach, lub innych rubrykach, w których internauta może dodać swój wpis nie są stanowiskiem Fundacji Nautilus i nie stanowią one odzwierciedlenia naszych poglądów, upodobań bądź sympatii. Fundacja Nautilus nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez Użytkowników.

Nick / imię i nazwisko

Email

Treść komentarza:

Zabezpieczenie przeciw-spamowe

Ilość UFO na obrazie




* Publikując komentarz oświadczasz, iż zapoznałeś się oraz akceptujesz regulamin naszej strony.

Zapraszamy wszystkich chętnych do udziału w projekcie: redakcja@messing.org.pl
  www.nautilus.org.pl    English version    Kanał RSS

Informacja dotycząca cookies: Ta strona wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu logowania i utrzymywania sesji Użytkownika. Jeśli już zapoznałeś się z tą informacją, kliknij tutaj, aby ją zamknąć.